Showing posts with label Creative Therapy. Show all posts
Showing posts with label Creative Therapy. Show all posts

Thursday, 19 May 2011

Niepokorna Dusza - Independent Spirit

Collage na płótnie, techniki absolutnie mieszane, rodem z warsztatu "Lost in the Paperworld".
Collage on canvas, mixed meia, very, very mixed ;), tchniques from my class "Lost in the Paperworld".

Independent Spirit - Niepokorna dusza

Kim jestem teraz? Kobietą - żoną i córką, która odlazła (mam nadzieję) swoją ścieżkę i stara się nią podążać. Niektórzy są zdumieni decyzjami, które podjęłam i celami, które sobie wyznaczam, ale ja czuję, że to właśnie jest to.Taka jestem - niepokorna dusza, uzależniona od tworzenia, znajdująca radość w wylewaniu siebie na płótno i papier.
Praca inspirowana kolejnym pytaniem z bloga Creative Therapy.
Who am I now? A Woman – wife and daughter in one, someone who (I hope) found her own path and tries to follow it. Some people are surprised by decisions I made and goals I found for myself, but I feel it is right. So here I am: independent spirit, addicted to creating and finding pleasure in expressing hereself in paper art.

Thursday, 27 January 2011

Uwierz... Believe...

Nowy rok to czas na plany i postanowienia na następne 12 miesięcy. Nie mam w zwyczaju tworzyć list ani spisywać zamierzeń w pamiętniku (nie mam takiego ;)) ale pierwsze tegoroczne wyzwanie na Creative Therapy skłoniło mnie do zastanowienia i wybrania "hasła" dla siebie na nadchodzący rok.
To, czego moim zdaniem najbardziej mi potrzeba, to wiara, że potrafię, że mogę, i że warto podążać za tym , co gra ci w duszy. Niby staram się kierować tym założeniem od dłuższego czasu, ale są dni - czasem nawet tygodnie, kiedy mi tej wiary bardzo, bardzo brakuje. Wiadomo - każdy ma "gorsze dni"... ale może zwizualizowanie tego planu, stawianie sobie przed oczami w chwili chandry czegoś bardzo optymistycznego - skróci czas jej trwania? Skoro optymizm - to stawiam na żółty (z czarnym, oczywiście) :)

January is a month for plans and resolutions, but I' not good at it at all... I don't make any "resolution lists"  - but I loved the idea on the Creative Therapy blog - to find a "word" for the coming year...yes, that is something for me! I strongly hope that 2011 will be a good, creative year as in the end of the 2010 some new perspectives opened for me and now I need to follow them. My main problem is to believe I can really do it, it is all possible and my dreams may come true one day. So, to sum up: I have to remember that I’m good enough, it is time to believe in myself and follow my dreams. Fingers crossed!

Believe u can

Papiery i taśmy ozdobne pochodzą ze sklepu Scrapki.pl.
Chipboard "Believe" - Scrap FX.

A Wy - czy zrobiliście już plan na ten rok?
And  what are your words or focuses for this year?
xoxo Finn

Monday, 13 December 2010

List Miłosny - Love Letter

List miłosny - po prostu. Adresowany do mojego męża ;)
Nie jestem dobra w tworzeniu poezji, nie licząc oczywiście przyzwoitego poziomu generowania rymowanek dla dzieci, listów miłosnych też raczej nie popełniam, więc pomogłam sobie wyciętymi z gazet skrawkami. W sumie całkiem zgrabnie udało mi się zawrzeć myśl przewodnią :)

My love letter is addressed to my husband and my best friend in one. I’m not good at writting poetry or emotional texts, so I decided to express my feelings using scraps from old magazines… and I really like the effect!
The text says: What really happened? Should I wait a bit more? Am I sure? Love had smelled like vanilla. Compromise from the first sight. What next? You forget to tell that you love. I love the person who you will be in the future.


Praca powstała na wyzwanie na blogu Creative Therapy - serdecznie zapraszam do obejrzenia prac koleżanek - wrażenia zapewnione!
This collage layout was made for the Catalyst 125 on the Creative Therapy blog - make sure to visit and see the other creations - loads of inspiration are waiting for you!


A na koniec chciałabym zaprosić Was jeszcze na blog ScrapJause 2011, gdzie ma właśnie miejsce bardzo przyjemne rozdawnictwo sponsorowane przez Lemonade Stamps :) Macie ochotę na jeden z zestawów? wystarczy zamieścić link do bloga ScrapJause i bannerek w poście na swoim blogu (i ewentualnie na facebooku) oraz zostawić komentarz o tutaj :) Zapraszamy!
Drugi zestaw trafi do jednej z osób, które  do 31 grudnia zapiszą się na warsztaty ;) A co!

And now I'd love to invite you to ScrapJause 2011 blog where we have a great giveaway sponsored by Lemonade Stamps! Thanks to our sponsor  we can offer a set of colourful papers and a stamp set with 2 smaller stamps for those of you who will put the information with link  about our event on your blog and facebook profile (if you have one)  – with our blinkie of course! Here are details!

Friday, 3 December 2010

Stylowy patchwork - patchwork with a style

Co może powstać z mariażu doskonałych, wibrujacych kolorem papierów Glitz Scralett, nowej palety The Color Room (TCR #35), stempli i mojego ukochanago grunge'owego śmieciowania? 
Na przykład taki patchworkowy scrapek - pełen koloru i struktury, czyli jak dla mnie - doskonała zabawa:)
What can we get mixing full of colours,  Glitz Scarlet papers, the new The Color Room palette (TCR #35), stamps and myn beloved grungy clusters? How about... a patchwork layout, rich in structure and colorurs, which are pure fun for me?

Styl - Style

Kilka detali - some details:



Kupuję w Scrapki.pl!Materiały: Papiery z serii Glitz Scralett, papierowe kwiaty, Glimmer Mists od Tattered Angels, tusze Distress oraz Archival, ćwieki i taśmy Tima Holtza (do nabycia w Scrapki.pl) oraz śmieci wszelakie z moich zbiorów w połączeniu z pastą strukturalną, literkami tekturowymi i szyciem.
W pracy znalazły się także te fantastyczne stemple firmy Layers of Color - aż same prosiły się, aby pojawić się w tej kompozycji!!!
Supplies: Glitz Designs Scarlett Papers, paper flowers, Glimmer Mists from Tattered Angels, Distress and Archival inks, long fastners and tissue tape from Tim Holtz - all from Scrapki.pl shop. My add on are found objects from my collection, chipbard letters, gel medium or structural paste combined with machine stiching.
For the first time I used fabulous set of Layers of Color acrylic stamps - they are just perfect for this comosition - so why to resist? :)

Pozdrawiam gorąco ze środka syberyjskiej Warszawy... myślami jestem przy sobotnim poranku - z perspektywą odgarniania góry śniegu z podjazdu do Ośrodka Kultury, żeby wejść i rozpocząć zajęcia...bardzo, bardzo chciałabym, aby nadchodzącej nocy nie padało...!
Trzymajcie za mnie kciuki, pliizzzz:)
Wkrótce kolejna aktualizacje - mam sporo zaległości w publikacjach;/

Big, warm hugs from the middle of siberian Warsaw - I can't stop thinking about Saturday morning and a pile of snow which probably will be waiting for me in front of my workplace's gate. I hope it won't snow the next night... Wish me luck!
I'll be here again soon - I still have much to show you :)

Tuesday, 23 November 2010

Co cię uszczęśliwia? - What makes you happy?

Na takie pytanie mieliśmy odpowiedzieć sobie na wyzwaniu na blogu Creative Therapy. Zrobiłam rachunek sumienia, zastanowiłam się i w sumie odpowiedź okazała się BARDZO prosta. TY. Codziennie i conocnie :)
That was the question that we were to answer on the Creative Therapy blog. I thought for a short moment and the answer appeared to be SO simple. You. Every day and every night.
 
Ty - You

detale - details:
A was...co lub kto uszczęśliwia? Sprawdźcie, jakie były odpowiedzi dziewczyn z CT :)
And you what (or who) makes you happy? Check out the fabulous answers of ladies from CT blog :)


Materiały: Papier bazowy, Glimmer Mist od Tattered Angels, Stemple Michelle Ward - Green Pepper Press, tusze czarne - Archival  Distress, Staz On, Glossy Accents,  proszek i tusz do embossingu, serwetka, taśma Tima H., kwiat papierowy, ćwieki, szycie. i kropki akrylowe.
Supplies: background paper, Glimmer Mist from Tattered Angels, Michelle Ward stamps - Green Pepper Press, black inks: Archival, Distres and StazOn, doily, Glossy Accents, embossing ink and powder, TH tape, paper flower, brads, stichind and acrylic drops.

xoxo
f.

Monday, 27 September 2010

Żurnale, żurnale... - Journals, journals...

Żurnalowanie, choć mocno w moim przypadku marginalne, okazało się jednak ciekawym środkiem wyrazu - a na dodatek swobodnym, wygodnym... idealnym wprost, aby odpowiadać na wyzwania bloga Creative Therapy na przykład. Uzbierały mi sie w ciągu wakacji takie dwa wpisy:
Journaling is rather marginal part of my creations, but I found it very interesting - free, handy way to comunicate or to answer for challenges like those from Creative Therapy blog. During this summer I did those two journal pages:

Jak chciałabyś zostać zapamiętana?
How would you like to be remembered?

Journal 04 - how would you like to be remembered?

Moja codzienność - My daily routine (Tea - 8 cups a day)
(jedyna naprawdę stała rzecz w moim codziennym zalataniu)

Journal 05 - Daily routine - Codzienność

Cóż poza tym?
Zyskałam chrześnicę - śliczną, słodką kluseczkę o imieniu Amelia. Ona z kolei zyskała szurniętą ciotkę i matkę chrzestną w jednym - jak oceni ten nabytek, okaże się dopiero za kilka lat :) Prezent - oczywiscie zdobiony ręcznie - nie został sfotografowany - bo nie zdążyłam tego zrobić o 6 rano w niedzielę. Przetrwaliśmy wariackie papiery, kancelarie parafialne, karteczki, pieczątki i przydługawe ceremonie. Zaliczyliśmy wielogodzinne zakupy (tu znalazłabym parę plusów...), nerwówkę w pracy i brak czasu na sen. Mam zaległosci sięgające sufitu, psicę w niedyspozycji i 2 kilo mniej...
Dziwnym trafem, mój chłop nadal twierdzi, że mnie kocha...
Wrócę niebawem.

Monday, 24 May 2010

Zbawcza moc sztuki - Art saves...

Kiedy tylko dostałam w prezencie tę płytę główną od razu wiedziałam, że musi zostać użyta. Jej uroda zachwyciła mnie - badałam wzrokiem niezliczone labirynty połączeń, zachęcające wypukłości kostek i obłe kształty oporników. Było w niej piękno - industrialne, elektroniczne - ale piękno.
Inspiracją do wzięcia jej na warsztat stal się temat zaproponowany przez Creative Therapy - "Art saves" czyli zbawcza moc sztuki, który miał nam pomóc w odsłonięciu zakamarków naszych dusz i zastanowieniu się czym jest dla mnie to, co robię. Szczerze zachęca do zapoznania się z koncepcjami innych pań - o tutaj - piękna różnorodność prac i historii! Tak się składa, że w tym tygodniu Creative Therapy zostało zaproszone w gościnę do CRESCENDOh - więc i tam pozwolę sobie Was zaprosić w odwiedziny:)
When I saw this motherboard I saw beauty in it - labirynth of paths, interesting square elements, round objects... it was kind of industrial beauty I really liked, so when on Creative Therapy we got a topic "How has art saved you? " I knew I had to alter this unusual item.
It's full of meanings to me - it represents my feeling of freedom during creating process and it shows a lot about who I am and what do I like.
You can read my full "art saves" story here -
and I have to add that Creative Therapy team members will be curating at CRESCENDOh, so feel free to visit and have a look:)

Jak to więc z tą Sztuką jest?
Długa historia.
Po pierwsze zawsze wzbraniałam się przed nazywaniem tego, co tworzę sztuką - nie bardzo przechodzi mi to przez gardło, choć podświadomie czuję, że sztuka jest pojęciem tak względnym , relatywnym, że naprawdę możliwe jest, że zdarza mi się o nią otrzeć boczkiem od czasu do czasu. "Tworzenie" wydaje się słowem bezpieczniejszym, bardziej oswojonym i na miejscu:)
Na udział w tym wyzwaniu się jednak zdecydowałam, bo idea "zbawczej mocy sztuki" wydaje się mi bardzo bliska i doskonale odnosząca się do mojej sytuacji. Twórczość uratowała mnie kiedyś - przed smutkiem, zagubieniem i przed bezczynnością, wtedy, kiedy musiałam przymusowo przebywać w domu na zwolnieniu ... i na całe szczęście miałam możliwość dużo chłonąć i przemyśliwać. Z kilku powodów był to moment zwrotny w moim życiu i szczerze dziękuję tym, którzy byli wtedy ze mną :*
Sztuka jest moim ratunkiem teraz: wytchnieniem po pracy, odskocznią od codzienności, radością i kanalizacją emocji. Daje mi chwile, kiedy zapominam o świecie, głowa pracuje intensywnie, ręce przekładają, malują, kleją... nie umiem już przestać, po dużej części dzieje się TO poza mną i jest integralna częścią mojego życia. Na razie nie widzę swojej drogi bez Tworzenia.
Praca, która widać poniżej jest projekcja tego, co nosze w sobie - wiele w niej symboliki, która sama po części sobie dotychczas wytworzyłam licząc na to, że jednak będzie dość uniwersalna. Myślę, że przesłanie jest widoczne i proste - sztuka to wolność, a wolność jest niczym innym jak stanem umysłu. Jest tam sporo zębatek i mechanizmów - ucieleśnienie procesu, energii i uczuć, są kwiatki stanowiące elementy delikatnej natury pośród tego żelastwa i oczywiscie jest ćma, mój symbol najulubieńszy i najdoskonalsza przenośnia opisujaca mnie samą... a to naprawdę nie wszystko...:)
Miłego oglądania:)

Sztuka - Art saves


Detale - some details:

Materiały: Płyta główna komputera, gaza, koronki, guziki i wszelaki intrygująco wyglądające elementy - między innymi gipsowe serduszko, sznurki, suszona ćma, metalowe śmieci. i scrapowe dodatki, tusze w sprayu i pasta strukturalna.
Supplies: Motherboard, inks, sprays, molding paste and different, random objects from my stash - includnig buttons, trings, metal objects and a dry moth. All coloured with inks and sprays.

:) Ściskam po weekendzie z zatopionego już lekka Gocławia - i życzę kreatywnego tygodnia!
Hugs to you all visiting me - have a great, creative week!

Thursday, 15 April 2010

Noc w Marakeszu - Marrakech Night

Okazuje się, że stworzenie pracy na temat "Najlepsza noc mojego życia" - bo tak brzmiał temat na blogu Creative Therapy, gdzie mam zaszczyt się udzielać - wcale nie jest łatwe.
wiele pomysłów przebiegało mi przez głowę - mniej lub bardziej dosłownych, mniej lub bardziej przewrotnych....w końcu postanowiłam pokazać coś, co wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Zapachy, kolory, dźwięki - całe Maroko było dla mnie ogromnym odkryciem, ale Nocy Targ w Marakeszu pochłonął mnie całą, nie mogłam oderwać oczu, które otwierały mis ie szerzej i szerzej ...
Piękne.

I was thinking for quite a long time and it was hard to choose one “best night” of my life - as that was the 109 catalyst on Creative Therapy blog. In the end, I decided to show you the night I will always remember – full of beautiful colors, smells, sounds… night almost like a fairy tale: Marrakech Night Market. We’ve been in there during our holiday in Morocco and I was amazed by the culture, the way of life in this beautiful country. Everyday I opened my eyes wider and wider… and that night was the most beautiful one I can remember.



Materiały: Czarny papier bazowy przeszywany na maszynie, pryskany złotą i wiśniową farbą, pastowany strukturalnie - do tego guziki, serwetki papierowe oraz tekturowe literki malowane Distress Crackle Paint i przypiekane nagrzewnicą. Zdjęcie - o dziwo - tym razem kolorowe...
mam nadzieję że udało mi się oddać ten klimat...;)

To create this layout I used molding paste combined with different colours of paint and glimmer mists, buttons and doilies – splashes of paint and stitching in yellow colour represent the contrast between the night and the lights of the night market.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...